Jak podały światowe media NRL nie przeniesie się jednak do Trypolisu, gdyż ciągle trwają tam walki ze „zwolennikami Muammara Kaddafiego”.
Informacja ta stoi w jaskrawej sprzeczności, z tym co przekazuje się nam od ponad dwóch tygodni – Trypolis miał być pod całkowitą kontrolą zbrojnych ugrupowań kierowanych z Bengazi!
Jak można wnioskować z doniesień z końca sierpnia, regularne oddziały wojskowe wycofały się ze stolicy, żeby móc dalej kontynuować walkę na południu. Kto zatem w dalszym ciągu stawia opór przybyłym ze wschodniej Libii, oraz z za granicy agresorom? Otóż są to ci mieszkańcy miasta, którzy wierzą w ideę Zielonej Libii, a nie chcąc pozostawiać na pastwę żądnych krwi separatystów z Cyrenajki i wsieprających ich terrorystów  swoich rodzin i domów nie wyjechali wraz z armią na południe.

Dzielnym obrońcom swoich domów Redakcja Zielonej Libii życzy powodzenia.

Mimo że, od miesięcy pod ciągłymi bombardowaniami najsilniejszych militarnie państw świata, pozbawienie możliwości korzystania z ciężkiego sprzętu żołnierze armii libijskiej i wspierający ich ochotnicy stale stawiają opór zbrojonym i szkolonym przez obce kraje rebeliantom. Co najdziwniejsze, nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie opór wojsk libijskich miał zostać złamany.
O powyższym świadczyć może apel, wystosowany przez Mustafę Dżalila, przewodniczącego tzw. „Narodowej” Rady Libijskiej (częściej nazywanej Szczurzą Radą) do państw interwentów o przesłanie większej ilości broni, celem ostatecznego pokonania broniących się jeszcze sił rządowych.
Przypomnijmy, że formowane przez NRL, obce słuzby specjalne i al-Kaidę Północnego Meghrebu oddziały zbrojne od początku libijskiej „rebelii” korzystają z szerokiej pomocy państw – interwentów, oraz ich sojuszników. Pomoc ta obejmuje m.in. także dostawy broni. Jak dotychczas ustalono, że broń z całą pewnością do Libii trafiała z Wielkiej Brytanii, Francji, Kataru, Egiptu i Tunezji (mimo nałożonego przez Radę Bezpieczeństwa ONZ embarga). Najprawdopodobniej także Polska dozbrajała działające w Libii nielegalne formacje zbrojne. Dziwić może, że przy tak potężnym wsparciu oddziały teoretycznie podporządkowane Dżalilowi nie są w stanie złamać oporu „zdemoralizowanych i rozbitych resztego obrońców reżimu”. Jest to tylko kolejny dowód na to, jak kłamliwa jest propaganda szerzona przez światowe media, usiłująca wmówić nam, że w Libii trwa powstanie ludowe przeciwko znienawidzonemu dyktatorowi. Wydarzenia ostatnich miesięcy potwierdziły, że przeciwko rządowi opowiedziała się jedynie część plemion zamieszkujących Cyrenajkę oraz Berberowie z gór zachodniej Libii (tradycyjnie niechętni wobec rządu w Trypolisie, z powodu dążeń do utworzenia własnego państwa na swych plemiennych obszarach w granicach Libii, Algierii i Tunezji). Świeży napływ ochotników zapewniła działająca w północno – zachodniej Afryce al-Kaida Północnego Meghrebu, a także inne organizacje zrzeszające fundamentalistów islamskich z całego świata. W nielegalnych formacjach zbrojnych powstałych w Cyrenajce i Górach Nafusa walczą także ochotnicy z Egiptu, którzy po zwycięstwie swojej „rewolucji” nie zdając sobie sprawy z faktycznej sytuacji w Libii przyszli swoim sąsiadom z „bratnią pomocą”, a także najemnicy z Europy, Afryki, Azji i USA oraz żołnierze i inni funkcjonariusze służb specjalnych państw – interwentów (do czego przyznawały się wielokrotnie ich rządy, jak np. USA).
Misją tej strony będzie w miarę możliwości przełamywanie funkcjonującej blokady informacyjnej i przekazywanie polskim internautom prawdziwych wiadomości z ogarniętej wojną Libii.
Będziemy wdzięczni za komentarze, oraz nadsyłanie własnych wiadomości (źródeł faktycznych newsów z Libi nie jest dużo, są one dodatkowo bardzo rozproszone, co utrudnia rozpracowanie prawdziwego obrazu sytuacji) i dzielenie się swoimi informacjami i spostrzeżeniami.
Podejmiemy również próbę stworzenia mapy, z aktualną linią frontu.

Za wyrozumiałość z gry dziękuje Redakcja.

Mimo przygniatającej przewagi technicznej agresora nad armią libijską, ta ostatnia nie ogranicza się do biernego przyjmowania ciosów. Jak ujawniono, w poniedziałek 30 maja operująca u wybrzeży Libii kanadyjska fregata HMCS Charlottetown została ostrzelana przez artylerię rakietową. W pobliżu okrętu spaść miało 12 niekierowanych rakiet, najprawdopodobniej z wyrzutni BM-21. Wg oświadczeń NATO, okręt nie został uszkodzony.

 

Sekretarz
Generalny NATO, Anders Fogh Rasmussen ogłosił przedłużenie działań
NATO w Libii o dalsze 90 dni. Decyzję tę poparło jednogłośnie 28 krajów
stowarzyszonych. NATO przejęło kontrolę nad działaniami zbrojnymi 31
marca, zakładając 90 dniowy plan operacyjny. Liczne wezwania Libii o
zawieszenie ognia zostały zignorowane.
Do dnia dzisiejszego
w wyniku agresji NATO śmierć poniosło 718 cywilów a 4067 osób zostało
rannych. Rzecznik rządu Libii, Musa Ibrahim oświadczył, iż 433 rannych
znajduje się w stanie ciężkim. Lista ofiar po stronie libijskiej nie
zawiera strat wojskowych, gdyż ministerstwo obrony nie wydało w tej
sprawie jeszcze żadnego raportu.
Siedziba
tzw. Tymczasowej Rady Narodowej (TRN) w Bengazi (nazywana „szczurzą
radą”) została zaatakowana przez libijskich partyzantów, wiernych
rządowi. W ataku śmierć ponieśli obywatele Stanów Zjednoczonych, Francji
i Wielkiej Brytanii, w tym najemnicy prywatnej firmy ochroniarskiej
Blackwater. W skład TRN wchodzą byli członkowie libijskiego rządu,
którzy przyłączyli się do planowanego przez kraje zachodnie zamachu
stanu. Nigdy nie zostało ujawnione dokładnie kto zasiada w TRN.


  • RSS